Sante – producenci ściemy?

...
2018-10-28

Piszę ten tekst nie przez przypadek. Kilka miesięcy temu pomagałem Łukaszowi Sakowskiemu z To tylko teoria w napisaniu tekstu o kąpielach w strukturyzowanej wodze, które oferuje Studio SanteWydźwięk tekstu jest negatywny, bo opis tych kąpieli jest mieszaniną pseudonaukowego bełkotu z marketingowym bełkotem. Firmie Sante się to oczywiście nie spodobało i wezwała Łukasza do zdjęcia tekstu ze strony, pod groźbą wytoczenia ewentualnego procesu sądowego. Uważam, że jest to próba przestraszenia i zakneblowania blogera, a na to nie potrafię się zgodzić. Są też podejrzane wątki, takie jak ten, że tekst o tej sprawie zniknął na kilka godzin z Wirtualnej Polski. Przypuszczam, że wielu wydawców może obawiać się publikować teksty o firmie, która jest jednym z jej reklamodawców.

Czym jest Sante?

Pierwotną działalnością firmy Sante jest produkcja żywności. Na początku były to tylko nieprzetworzone i niskoprzetworzone produkty, takie jak siemię lniane, płatki owsiane, otręby, ziarna soi, masła orzechowe, słynne kotlety sojowe itp. Jakość tych produktów jest i zawsze była bardzo dobra. Sam do tej pory kupowałem siemię lniane prawie wyłącznie tej firmy. Ostatnio firma weszła w tzw. żywność funkcjonalną. Są to m.in. batoniki białkowe. I te produkty są zazwyczaj przynajmniej w porządku. Krótko mówiąc – trudno im zarzuć złą jakość.

Firma Sante ma też salon SPA o nazwie Studio Sante. SPA jak SPA – basen, sauna, zabiegi kosmetyczne itp. Choć nie brakuje też podejrzanych zabiegów jak Biorezonans, które mają detoksykować organizm. No i oczywiście kąpiele w rzekomo strukturyzowanej wodzie, o których pisał Łukasz. Nie będę się na tym skupiał. Opiszę za to artykuł o żywności wysokowibracyjnej, który znalazłem na ich stronie.

Żywność wysokowibracyjna? Biofotony?

Sante twierdzi, że ich żywność jest super, bo charakteryzuje się wysokim stopniem synchronizacji biofotonów. Możemy przeczytać: „Do niedawna uważano, że jakość żywności wyznaczają zmagazynowane w niej witaminy, składniki mineralne i zgromadzona energia, potocznie nazywana kaloriami. Najnowsze odkrycia naukowe dopuszczają istnienie energii świetlnej w postaci biofotonów zmagazynowanych w pożywieniu, co również może decydować o jego jakości.”

Może jestem dietetycznym ignorantem, ale to dla mnie nowość, że biofotony mają wpływ na jakość żywności. Do tej pory nie widziałem, żeby ktokolwiek o tym wspominał. I nie mówię tylko o publikacjach akademickich i doniesieniach naukowych, ale także o różnego rodzaju nurtach dietetyki alternatywnej. No ale może nie jestem na bieżąco. Wpisałem więc w PubMedzie „biophotons + food”, „biophotons + nutrition” i „biophotons + diet”. Są tylko dwa wyniki, gdzie biofotony były wykorzystywane do określania zdrowia kości (i nie jestem pewien, czy ktoś nie opisał dziwacznie badania typu DXA). O biofotonach w żywności nie ma nic. Widocznie te wyniki są na tyle świeże, że nie zostały jeszcze opublikowane – ironia mode off.

Biofotony – kto to wymyślił?

Co ciekawe same biofotony naprawdę istnieją i są emitowane przez organizmy. Oczywistym przykładem są świetliki. Niektóre procesy chemiczne powodują powstawanie fotonów i można powiedzieć, że żywe komórki świecą. Poza kilkoma wyjątkami jest to światło o ultraniskim natężeniu, niewidoczne dla oka i bardzo trudne do zbadania. Ważne jest, że biofotony są wydzielane przez komórki, w których zachodzą reakcje chemiczne, czyli żywe komórki. Wiele komórek, które znajdują się w żywności, jest już martwych. Np. owoce i warzywa mają zazwyczaj żywe komórki, ale już przetworzone zboża lub liofilizowane owoce nie, a produkty zawierające takie składniki też ma w swojej ofercie Sante. Jakim cudem martwe komórki emitują biofotony? Jest to tajemnica, zresztą nie jedyna na tej stronie. Kolejną jest, jaką rolę mają odgrywać te biofotony, skoro po wyemitowaniu bardzo szybko się rozpraszają oraz jaki jest dokładnie ich mechanizm działania. W zasadzie musimy wziąć na wiarę, że biofotony są i są dobre.

Ogólnie to nie wiadomo, ale my wiemy 

Zwraca też uwagę przedziwna logika tekstu na stronie Sante. Najpierw piszą oni, że „Najnowsze odkrycia naukowe dopuszczają istnienie energii świetlnej w postaci biofotonów zmagazynowanych w pożywieniu, co również może decydować o jego jakości”. Słowo „dopuszcza” – oznacza to, że sam autor tekstu nie jest pewien roli biofotonów w żywności. Wiecie, można też napisać „Najnowsze odkrycia naukowe dopuszczają istnienie midichlorianów* zmagazynowanych w pożywieniu, co również może decydować o jego jakości”. Przy tym wypadałby wskazać te najnowsze publikacje, zwłaszcza, że PubMed o nich milczy. Ten brak pewności i naukowych badań nie przeszkadza jednak autorowi w dalszej części tekstu sformułować twardych wniosków i zaleceń. Podaje nawet konkretne wartości liczbowe.

Może właśnie żywność zawierająca więcej biofotonów jest bardziej szkodliwa?

Zabawne jest też to, że autor zakłada, że rola biofotonów jest prozdrowona. A niby czemu? Może te biofotony są właśnie szkodliwe, a ich wysoka synchronizacja (cokolwiek to jest) pogłębia tę szkodliwość? Nawet mogę znaleźć argumenty wspierające tę tezę – przyznam są naciągane, ale Sante też tego nie unika. Zaobserwowano, że roślinny poddane stresowi emitują więcej biofotonów. Podobnie reagują tkanki podane działaniu wolnych rodników lub pozbawione antyoksydantów, a więc raczej nie kojarzone z żywnością prozdrowotną. Może to jest mechanizm obronny (organizmy żywe zazwyczaj nie preferują być zjadane) lub sygnał do innych osobników, by się bronić? Albo przypadkowy fenomen, bez znaczenie żywieniowego.Ogólnie cały tekst jest tak napisany. Z jednej strony przyznają, że zjawisko emisji biofotonów nie jest dobrze zbadane, a z drugiej wyciągają bardzo daleko idące wnioski praktyczne i podają konkretne wartości dotyczące biofotonów.

Podsumowanie

Sante próbuje nam mówić, że istnieje właściwość żywności, która ma znaczenie dla naszego zdrowia. Jednak nie ma to potwierdzenia w badaniach naukowych i można to określić jedynie bardzo odważną spekulacją – lubię eufemizmy, gdybym nie lubił, napisałbym, że to wewnętrzne sprzeczna turbobzdura. Celem jest oczywiście przedstawienie produktów Sante w lepszym świetle, lub lepiej – strumieniu biofotonów.

Nawet gdyby kiedyś okazało się, że biofotony mają jakieś znaczenie, (co jest ekstremalnie mało prawdopodobne) to nie musi być ono wcale pozytywne. Może właśnie jest negatywne, a może niejednoznaczne i zależne od warunków? Ostatnia możliwość jest o tyle prawdopodobne, że w dietetyce zazwyczaj tak to działa. Dla przykładu – małe dawki sodu są niezbędne do przeżycia, ale duże są szkodliwe w wielu aspektach zdrowa. To samo jest niemal z każdą witaminą.

To wszystko tworzy wrażenie, że firma Sante poza produkcją żywności i branżą SPA weszła na etap produkcji ściemy oraz kolportażu faktów alternatywnych. Jednocześnie bulwersuje mnie, że firma której misją jest propagowanie zdrowego odżywiania wypisuje takie głupoty i jeszcze chce pozywać osoby, które odważyły się na krytyczny komentarz. Uważam, że nie jest to postawa odpowiedzialnej firmy i sam zrezygnuję z kupowania ich produktów, pomimo że nie mam zastrzeżeń do samej jakości.

Źródła

Wybrałem posty, które mogą Ci się spodobać

Skąd się bierze efekt jo-jo?

Czemu tyję na ujemnym bilansie kalorycznym?

Adaptacja metaboliczna – przyczyna niepowodzeń w odchudzaniu?