Dzień drugi. 

[Na temat dnia pierwszego przeczytasz TUTAJ]

Drugi dzień rozpoczął profesor Asker Jeukendrup, który opowiedział o diecie ketogennej i paleo w sporcie. Wyraził opinię, że diety te nie są optymalne w sporcie, a dowody za ich stosowaniem są bardzo słabe. Między innymi wskazywał na bardzo duże niedociągnięcia w najczęściej cytowanym badaniu na temat adaptacji do tłuszczu. Zwrócił też uwagę, że choć uczenie organizmu czerpania energii z tłuszczu poprzez zabiegi dietetyczne i treningowe jest warte uwagi, to jednak jeśli przesadzimy z dietą bogatą w tłuszcze, to nasz organizm przestanie wykorzystywać efektywnie węglowodany.

profesor Asker Jeukendrup o diecie ketogennej i Paleo

Następny wykład wygłosił profesor John Hawley i dotyczył on koncepcji train-low, czyli treningów przy niskim zapasie glikogenu. Podkreślił on, że mimo pewnych korzystnych zmian w metabolizmie (np. podniesienie aktywności niektórych enzymów w komórkach mięśniowych) niekoniecznie podnosi to wydolność. Zwracał jednak uwagę na korzyści z innej metody zwanej sleep-low. W dwóch słowach jest to spanie na głodniała po treningu. Wydaje się szalone, ale wyniki badań są obiecujące.

Później znowu wkroczył profesor Asker Jeukendrup opowiadając o znaczeniu jelit w sporcie wytrzymałościowym, treningu jelita oraz o tym, że zdolność do absorpcji składników odżywczych z jelit może być tym najsłabszym ogniwem i determinować wydolność. Ze wszystkich wykładowców to profesor zrobił na mnie najlepsze wrażenie. Mówił ciekawe, bardzo wyważenie nawet o kwestiach, z którymi się nie zgadzał. Dodatkowo miał genialnie zrobione prezentacje. Trzeba też podkreślić, że profesor ma 45 lat. Mało jak na profesora, ale dużo jak na aktywnego sportowca, którym nadal jest.

Po przerwie wrócił profesor Hawley i tłumaczył role białka w diecie. Zwrócił uwagę, że duża podaż tłuszczu może być niekorzystna dla budowania masy mięśniowej ze względu na dławienia mTOR, natomiast podkreślał znaczenie regularnej podaży, stosunkowo niewielkich ilości białka oraz objaśniał mechanizm tzw. progu leucynowego. Między wierszami profesor ponarzekał, że w Polsce trudno zjeść śniadanie zawierające białko.
Wykład o nawodnieniu poprowadził profesor Ron Maughan. Mimo wielkiego autorytetu tego badacza, to był chyba najsłabszy wykład na konferencji. Profesor mówił dość oczywiste rzeczy np. że nawodnienie jest ważne i że odwodnienie zwiększa postrzeganie wysiłku. Profesor podrzucił jednak ważną dygresję. Zauważył, że wielu dietetyków chce pracować z czołowymi sportowcami, a zapomina, że dużo pracy jest też do zrobienia w diecie zwykłych ludzi, którzy chcą być aktywni fizycznie dla zdrowia i szczupłej sylwetki.

od lewej prof. Ron Maugha, prof. Asker Jeukendrup oraz prof. John Hawley

Kolejne dwa tematy związane z genetyką przypadły dr hab. Agnieszce Zembroń-Łacny oraz dr. Piotrowi Żmijewskiemu. Nie będę wchodzi w szczegóły, bo kwestie były bardzo skomplikowane, ale najważniejszą myślą z tych wykładów było, że testy i badania genetyczne są przyszłością sportu, ponieważ pozwolą wybierać osoby o najlepszych predyspozycjach oraz dobierać najbardziej korzystne metody treningowe.

Po sesji głównej przyszła sesja warsztatowa.

Rozpoczął Tadeusz Sowiński. Bardzo cieszę się, że wreszcie miałem okazję usłyszeć go na żywo. Bardzo mądrze i praktycznie mówi o żywieniu w sportach sylwetkowych, szczególnie w bezpośrednim przygotowaniu do zawodów. Znowu przewinął się temat optymalnej podaży makroskładników i progu leucynowego. Sądzę, że najważniejszą myślą było to, że zawodnicy często przesadzają w którąś stronę. Zwykle szarżują z białkiem i obcinają nadmiernie obcinają tłuszcze lub węglowodany w diecie, co niekorzystnie odbija się na gospodarce hormonalnej.

Natomiast Bartłomiej Pomorski opowiedział o periodyzacji diety. Dobry trener dzieli cykl przygotowawczy na okresy (periodyzuje). Naturalne wydaje się, że w ślad za tym powinny iść zmiany w diecie, choć w praktyce nie zawsze tak się dzieje. Na przykład na niektórych etapach korzystne może być wykorzystanie koncepcji sleep-low, a na innym etapie dodatek kreatyny do diety.

Na samo zakończenie mogliśmy posłuchać Łukasza Jaśkiewicza mówiącego na temat ładowania węglowodanami. Łukasz przedstawiał różne modele i dawał praktyczne wskazówki, jak upchnąć dużo węgli do diety w tym okresie – żelki-misie mają robić robotę J. Zwracał też uwagę, że krótkie ładowania mogą być niemniej efektywne niż długie i nie zawsze warto przeprowadzać te drugie.

To był kawał naprawdę dobrej konferencji, a biorąc pod uwagę, że był to debiut PTDS w organizowaniu takiego wydarzenia wyszło im genialnie. Niezależnie, czy zostanę zaproszony do poprowadzenia prelekcji też w przyszłym roku – na pewno pojawię się na kolejnym zjeździe.

I polecam to gorąco wszystkim zainteresowanym dietetykom w sporcie. Jeśli chcecie być na bieżąco polubcie profil PTDS na Facebooku.

Wybrałem posty, które mogą Ci się spodobać

Zasada 80/20 czyli jak jeść słodycze na diecie

Czy okno anaboliczne istnieje?

Siemię lniane – mielenie i przechowywanie