W miniony weekend (2-3.10.15) miałem okazję wziąć udział i jako uczestnik, i jako prelegent w I Zjeździe Polskiego Towarzystwa Dietetyki Sportowej. Prosiliście, żebym opisał, co działo się na konferencji, więc i tak czynię. Wybaczcie jakość niektórych zdjęć. Więcej fotek znajdziecie tutaj.

prof. Andrew Jones wykłada o soku z buraka

Wszystko odbyło się w Centrum Olimpijskim. Przyjęło się, że jak w Warszawie dzieje się coś na styku nauki i sportu, to musi odbywać się w Centrum Olimpijskim. Budynek jest piękny i na co dzień pewnie świetnie spełnia swoją rolę, nie jest to jednak miejsce idealne na duże konferencje. Przy większej ilości osób robi się zwyczajnie duszno i ciasno. Nie jest to wina organizatora, a raczej architektury tego miejsca. Można byłby mieć też kilka uwag co do braku wody, niesmacznej kawy, czy braku opcji Paleo w poczęstunku ;).
To wszystko jednak nic nie znaczy wobec jakości prelekcji na tej konferencji. Można było posłuchać zarówno światowej ekstraklasy jeśli chodzi o żywienie w sporcie, czołówki Polskich ekspertów, jak i młodego pokolenia.

W moim odczuciu konferencje jest dobra, jeśli przyjadą na nią uznani polscy eksperci. Jest to wystarczająco dużo, żebym pojechał i wrócił zadowolony, jeśli tylko temat mnie interesuje. Bardzo fajnie, gdy przyjedzie jakaś gwiazda, czyli światowej sławy ekspert oraz zapraszani są naukowcy z młodego pokolenia, którzy dodają trochę świeżego spojrzenia. Tutaj byłby te wszystkie trzy grupy i wyszło świetnie.

Poniżej skrót tego, o czym można było posłuchać:

Dzień pierwszy: 
Nie udało mi się dotrzeć na pierwszą część, ponieważ dyskutowałem na temat ryb na antenie TVN Active. Ze słyszenia wiem, że dobre wrażenie zrobili dr Jakub Czaja w swoim wykładzie o żywieniu w sportach wytrzymałościowych oraz mgr Wojciech Zep o żywieniu w grach zespołowych.


Pierwszy wykład, którego udało mi się posłuchać był na temat „Względnych niedoborów energii u sportowców” wygłoszony przez dr Annę Melin. W uproszczeniu chodzi o zjawisko, które dotyka sportowców przez to, że spożywają zbyt mało kalorii. Co ważne, „zbyt mało” może dotyczyć całkiem solidnej dawki energii, ponieważ niektórzy sportowcy przepalają jej bardzo dużo podczas treningów. Przez to zjawisko niewiele energii zostaje na funkcjonowanie podstawowych układów organizmu (m.in. hormonalnego), a sami sportowcy podupadają na zdrowiu. Kiedyś nazywano to triadą sportsmenek, ale nie jest to dobra nazwa, ponieważ dzisiaj wiadomo, że dotyczy zdecydowanie więcej niż tylko trzech objawów (pierwotnie: zaburzeń odżywiania, zaburzeń menstruacji oraz osteopenii lub osteoporozy), dotyczy także mężczyzn i nie tylko tych osób, które są zawodowo związane ze sportem. Jest to bardzo ważny temat, o którym trzeba często rozmawiać.

Kolejne dwa wykłady dotyczyły żelaza w kontekście zdrowia i sportu. Profesor Jędrzej Antosiewicz oraz doktor Jadwiga Malczewska-Lenczowska dali ciekawe wykłady z mnóstwem biochemii i objaśnień mechanizmów na temat tego, że pewne oczywiste kwestie związane z żelazem nie są takie oczywiste. Na przykład profesor Antosiewicz tłumaczył, czemu nadmiar żelaza może być szkodliwy dla zdrowia i formy sportowej, a jego wchłanianie nie zawsze koreluje z podażą, którą może upośledzać przewlekły stan zapalny. Doktor Malczewska-Lenczowska opowiedziała o bardzo ciekawym teście na zawartości hemoglobiny w całym ciele (total hemoglobin mass), które jest daleko doskonalszym wskaźnikiem odżywienia żelazem niż podstawowe testy z krwi. Temat warty zainteresowania dla osób wyczynowo związanych ze sportem.

Ostatnią sesję tego zjazdu rozpoczął wykład profesora Andrew Jones na temat zastosowania soku z buraka w sporcie, od czego jest wiodącym ekspertem. Profesor wyjaśnił mechanizmy, dzięki którym sok z burka korzystnie wpływa na wydolność oraz tłumaczył też, czemu sok z buraka nie zawsze działa na najlepiej wytrenowanych sportowców.

Następny wykład dotyczył kwestii zanieczyszczeń farmakologicznych w odżywkach stosowanych przez sportowców i poprowadził go doktor Andrzej Pokrywka. Zwrócił też uwagę na tak zwane projektowane sterydy, czyli substancje nieco chemicznie zmienione tak, żeby zachować ich działanie, ale ukryć je przed testami antydopingowymi. Powiedział również ciekawą rzecz na temat mięsa dzika, które zawiera tak duże ilości nandrolonu, że jego spożycie może skończyć się dla sportowca negatywną weryfikacją antydopingową. Ważne, że nawet mięso zwierząt hodowlanych może zawierać pewne pozostałości sterydów, które dostawały zwierzęta.

Ostatni wykład tego dnia poprowadziłem osobiście. Omówiłem kwestie niedoborów witaminy D w kontekście sportowej formy na podstawie aktualnej literatury. Trudno mi rozpisywać się o swojej prelekcji, ale temat witaminy D w sporcie postaram się poruszyć na blogu.

O tym co działo się następnego dnia przeczytasz TUTAJ.

Wybrałem posty, które mogą Ci się spodobać

Czy okno anaboliczne istnieje?

Siemię lniane – mielenie i przechowywanie

Czy soja szkodzi tarczycy?