Najsampierw ustalmy jedno – takie wpisy robi się jako sponsorowane, ale ja jestem frajerem i nie wziąłem żadnej kasy od żadnego z producentów. Nie mam też kodów, nawet nie pytajcie. Jedynie dostałem próbki do testów. Za co jestem wdzięczy, bo gdyby nie to, to pewnie ten wpis kosztowałby mnie ponad tysiąc złotych. Postanowiłem skupić się tylko na tych, które są oficjalnie dostępne w Polsce. Wiem, że w Europie jest jeszcze kilka popularnych marek. Uważam, że opisywanie czegoś, co trzeba sprowadzić do Polski, długo czekać i zapłacić cło, jest bez sensu. Poszczególne soylenty będę opisywał alfabetycznie.

A i jeśli nie wiesz, czym jest soylent i o co chodzi, to przeczytaj najpierw poprzedni wpis.

Huel

Prawdopodobnie najpopularniejszy w Polsce z soylentów. Myślę, że niektórzy wręcz traktują go jak pierwowzór, co nie jest prawdą. Pierwowzorem soylentów jest… Soylent i pisałem o tym poprzednio.  Huel występuje w dwóch wersjach: zwykłej (opisanej obecnie jako v3.0) i Black Edition. Druga wersja ma więcej białka i tłuszczu, a o połowę mniej węglowodanów w porcji. Jednocześnie ma być uboższa w FODMAP, co jest korzystne dla osób z problemami jelitowymi (np. IBS czy SIBO). Jego porcja jest też trochę mniejsza, bo ma 90 g, a nie 100 g – uwaga: dla spójności wyliczeń przyjmuję wszędzie porcję Black Edition jako 100 g, czyli o 10 g więcej niż poleca producent. Zrobiłem tak też w przypadku innych soylentów, których porcja była inna niż 100 g.

Podstawowy Huel jest dość przeciętnym soylentem. Nie jest to wada, po prostu ma typowy skład i co ciekawe jest również najtańszy. Choć odstawia konkurencję jedynie na 40—50 groszy na porcję. Wersja Black warta jest zainteresowania dla osób, które szukają wysokobiałkowych i niskowęglowodanowych posiłków. Ma on najmniej węglowodanów z dostępnych opcji (19 g) i bez problemu wkomponuje się w dietę low-carb, a może nawet keto. To również jeden z najbogatszych w białko soylentów i ma go aż 44 g.  

Producent chwali się, że Huel w całości pokrywa zapotrzebowanie na składniki odżywcze (zakładając pokrycie nim 2000 kcal) i rzeczywiście porównując do Norm dla populacji Polski 2020 tak jest. Z resztą jest prawdą dla wszystkich soylentów, więc gdyby wam strzeliło do głowy jeść samego Huela, to przeżyjecie 😀 Aczkolwiek w takim przypadku może wyjść w Waszej diecie dość dużo m.in. wapnia, fosforu i żelaza. Producent chwali się też dodatkiem probiotyków (Bacillus coagulans MTCC 5856) i kombuchy.

Podstawowy Huel jest dosładzany sukralozą, co do której mam pewne wątpliwości, szczególnie przy regularnym spożyciu – ale na szczęście jest też wersja bez słodzików. Wersja Black jest słodzona stewią. Smakowo podstawowy Huel jest dość neutralny i ma przyjemną, aksamitną konsystencję – zdecydowanie gładszą niż inne produkty. Nasuwa mi się słowo „nijaki”, ale w takim dobrym sensie. Inne soylenty są wyraźniejsze smakowo, ale przez to mogą być męczące na dłuższą metę.

Ciekawym rozwiązaniem jest to, że Huel oferuje – poza smakowymi odżywkami – też coś, co się nazywa Flavour Boosts. Są to małe saszetki ze smakowym proszkiem. Jest to fajne rozwiązanie dla osób, które chcę próbować różnych smaków lub szybko się nudzą określonym smakiem. Testowałem i sprawdza się to dobrze. Oczywiście też mają sukralozę.

Bałem się trochę smaku edycji Black. Intuicja podpowiadała mi, że wyższa zawartość białka odbije się na walorach sensorycznych. Jednak zupełnie tak nie było. Dostałem tę odżywkę w wersji bananowej i jest po prostu bardzo dobra. Zdecydowanie w topce soylentów.

Podobnie jak w przypadku większości soylentów głównym źródłem białka jest białko grochu i ryżu, a węglowodany pochodzą z mielonych płatków owsianych i topinamburu. Źródłami tłuszczu są olej słonecznikowy i siemię lnianie. Zalet siemienia nikomu nie trzeba tłumaczyć, ale użycie oleju słonecznikowego zasługuje na odnotowanie. Wbrew popularnym opiniom kwasy omega 6 zawarte w oleju słonecznikowym nie tylko nie są szkodliwe, ale są wprost niezbędne. Powszechnie popularyzowane błędne przekonania o kwasach omega 6 oraz zwyczajne ich olewanie doprowadzają do tego, że często są one niedoborowe w diecie. Tutaj producent mógłby pójść tą samą drogą i podobnie jak większość producentów zignorować tę kwestę. A tu dołożono „należytej staranności” – szanuję!

Jeśli chodzi o sposób zakupu to Huel posiada opcjonalny subskrypcyjny model sprzedaży. Polega to na tym, że pobierają określoną miesięczną kwotę i wysyłają Ci regularnie paczkę. Oczywiście „normalnie” też można kupić, ale subskrypcja jest 10% tańsza. Ten soylent posiada wersję bezglutenową oraz certyfikowaną przez Informed Sport (kontrolowaną na obecność substancji dopingujących), które są droższe. Co może być argumentem do zakupu przez osoby z celiakią i zawodowych sportowców. Huel kupicie przez stronę producenta.

Kosmos

Kosmos jest jednym z mniej znanych soylentów. To, czym odstaje od konkurencji to relatywnie mała ilość białka (21 g/100 g). Z drugiej strony ma on dość bogaty skład – zawiera bowiem kilka zbóż (owies, proso, amarantus, komosa ryżowa), kilka rodzajów białka (groch, dynia, ryż) oraz dodatki typu jarmuż, oregano, dzika róża czy papryka. Podobnie jak inne soylenty zawiera komplet witamin, ale w porównaniu do innych ma relatywnie dużo nasyconych kwasów tłuszczowych – 7 g w porcji. Nie wydaje się to dużo, ale przez to Kosmos jest źródłem złych tłuszczów w diecie, czym negatywnie wyróżnia się na tle innych produktów tej kategorii. Kosmos słodzony jest ksylitolem i stewią. To bardzo bezpieczne słodziki, ale ksylitol może powodować problemy żołądkowo-jelitowe.

Występuje też w nietypowej wersji smakowej. Poza typowymi smakami (np. waniliowym) jest też dostępny w wersji paprykowo-ziołowej. Niestety nie miałem okazji go spróbować. Kosmos znajdziecie na stronie sklepu muscle-zone.pl oraz tutaj. Za porcje trzeba wysupłać bardzo standardowe 8,5 zł.

Natural Mojo

Również niezbyt znany soylent i produkt, który zdecydowanie odróżnia się od innych. Szejki Natural Mojo mają najwięcej białka (50 g/100 g), które pochodzi z soi, serwatki i grochu. Jest to więc jedna z niewielu niewegańskich opcji, ale połączenie źródeł białek roślinnych i zwierzęcych warte jest odnotowania i pochwalenia. Źródłem węglowodanów są tu skrobia ryżowa i maltodekstryna, a nie jak zazwyczaj płatki owsiane. Przez dodatek babki płesznik ten soylent jest wyjątkowo bogaty w błonnik (13 g/100g).

Ten produkt jest bardzo bogaty w składniki odżywcze i jedna porcja pokrywa zapotrzebowanie na większość składników. To równie dobrze wada jak zaleta, bo jeśli ktoś wpadnie na pomysł picia wyłącznie tych szejków, to może doprowadzić do nadmiaru np. witaminy A. Poza witaminami i składnikami mineralnymi Mojo zawiera również dodatek soku z papai i granatu, matche i ekstrakt z kurkumy. Do posłodzenia użyto stewii i sukralozy, więc problem jest podobny jak w przypadku innych soylentów, ale zapewne mniejszy ze względu na prawdopodobnie niższą ilość sukralozy. Smakowo jest OK i ma przyjemną konsystencję. Jeden z najsmaczniejszych soylentów.

Jest to również najdroższy z soylentów, a jego cena za 100 g jest przynajmniej dwa razy droższa niż u konkurencji. Częściowo tłumaczy to wysoka zawartość białka i składników odżywczych oraz to, że rekomendowana porcja jest bardzo mała (25 g). Natural Mojo znajdziecie tutaj.

Na koniec dodam, że Natural Mojo przychodzi z bardzo fajnym szejkerem. Większość producentów dorzuca kulturystyczne szejkery. W pełni funkcjonalne, a zwyczajne. Ta firma wysyła szejker, który ma dodatkowy pojemnik na proszek i tabletki. Spoko rzecz w podróż, kiedy soyelnty się najbardziej przydają.

Repeat

Pierwszy do tej pory, ale nie jedyny w zestawieniu, polski projekt. Podobnie jak alternatywy występuje w dwóch wersjach: Orginal i Active. Wersja Active ma więcej białka (40 vs 30 g), kosztem węglowodanów (31 vs 41 g). Wersja Active ma też więcej niektórych witamin i składników mineralnych oraz koenzymy Q10. Ale nawet podstawowa wersja pokrywa podaż każdego ze składników przy założeniu, że dostarczysz z Repeat 2000 kcal. Oczywiście jak inne soylent Repeat zawiera takie dodatki jak piperyna, luteina, zaeksantyna, lecytyna, bakterie probiotyczne (Bacillus coagulans MTCC5856). Repeat nieco odróżnia się od konkurencji dodatkiem białka konopnego. Jest to ryzykowne ze strony producenta, bo to białko potrafi bardzo popsuć smak. Repeat zawiera też mielone migdały oraz nasiona chia, które rzadko występują w soylentach. Poza tym to soylent podobny do innych.

Doznania sensoryczne bardzo zależą od wybranego smaku. Owoce leśne mi nawet podpasowały, ale inne smaki już mniej. Ciekawym smakiem jest smak buraczany, w którym dostępna jest wersja Active. Repeat dosładzany jest podobnie jak inne sukralozą, ale jest wersja bezsmakowa, która jej nie ma.

Cenowo Original jest na takim samym poziomie jak konkurencja, ale Active jest nieco tańszy w porównaniu do wysokobiałkowych odpowiedników innych marek. Za obie wersje zapłacimy około 8,2 zł. Jednocześnie firma ta oferuje spore rabaty (do 12%) przy dużych zamówieniach. Sądzę, że jest to odpowiedź na mniej intuicyjny program subskrypcyjnym u konkurencji. Repeat kupisz na tej stronie.

Smoofru

Ten produkt jest bardzo podobny do reszty soylentów, ale zawiera więcej błonnika (14 g/100 g) oraz jest nieco droższy (około 14 zł za 100 g). Przy tym rekomendowana porcja jest mniejsza, bo ma 60 g. Smorfu jest zarejestrowane jako „zamiennik posiłku w celu kontroli masy ciała” i generalnie sprawia wrażenie produktu kierowanego do odchudzających się kobiet. Dla formalności zostawiam go w zestawieniu, bo spełnia podobną funkcję, ale nie jest pełnoprawnym soylentem. Dosładzany jest ksylitolem i cukrem kokosowym. Smaku nie oceniam, bo go nie próbowałem. Kupicie go tutaj.

Supersonic

Ten soylnet występuje tylko w jednej wersji i jest to wersja przypominająca wersję wysokobiałkową innych producentów. Zawiera on sporo, bo 38 g białka w 100 g, co sprawia, że znajdziemy w nim więcej białka niż węgli. Tych jest tylko 29 g w porcji. Proteiny pochodzą z grochu, ryżu, dyni i konopi, więc ich wachlarz jest nieco większy niż zazwyczaj. Ten produkt jest też bardzo bogaty w składniki odżywcze.

Inni producenci wyszli z założenia, że ich produkt to 1 z 5 posiłków w diecie na 2000 kcal, więc ich soylent powinien pokrywać około 20% rekomendowanej ilości każdego ze składników. Tutaj jest to zazwyczaj 50—75%. A w przypadku witaminy A nawet dochodzi do 120%. Podobnie jak inne szejki ma też dodatki, które mają podnosić jego wartość zdrowotną takie jak maca, morszczyn, dzika róża oraz nieaktywne drożdże. Supersonic zawiera sukralozę, poza smakiem waniliowy. W celu posłodzenia zastosowano też ksylitol, stewię i cukier kokosowy. Miałem okazję spróbować wielu smaków i Supersonic oceniam jako niezłe. Są smaki lepsze i gorsze, żaden nie odrzucał, ale też żaden nie był wybitny.

Co ciekawe Supersonic ma tłuszcz w postaci dodatkowej saszetki. Z jednej strony – spoko, bo możesz go dodać lub nie, z drugiej to trochę utrudnia korzystanie i trzeba o tym pamiętać. Być może takie rozwiązanie jest też lepsze z punktu widzenia technologii. Supersonic, podobnie jak Huel, jest dostępny również w planie subskrypcyjnym, który jest trochę tańszy. Szczegóły na tej stronie

yFood  

To trochę inny soylent niż pozostałe. Wyróżnia go to, że podstawowa (Classic) wersja jest na białku serwatkowym, a w wersji wegańskiej (Vegan) jest to białko sojowe, grochu i ze słonecznika. Wersja wegańska zawiera przyzwoite 30 g na 100 g, a klasyczna 28 g. Aczkolwiek rekomendowana porcja jest trochę mniejsza (88 g) niż zazwyczaj – co ma małe znaczenie, bo możemy nasypać go sobie, ile chcemy. Jest to również soylent dość bogaty w tłuszcz i jego ilość oscyluje wokół 20 g. Ilość błonnika jest mniejsza niż zazwyczaj, bo wynosi około 7 g. Przekłada się to na wysoką kaloryczność tego soylentu, która wynosi niemal 460 kcal, czyli najwięcej ze wszystkich dostępnych produktów.

Moim zdaniem wyższa kaloryczność nie jest specjalną wadą, bo te soylenty i tak są dość nisko kaloryczne. Natomiast mniejsza ilość błonnika może być nawet zaletą, bo tego zwykle jest nawet za dużo w tego typu szejkach. Tłuszczu jest trochę więcej, ale moim zdanie ostatecznie to nie jest problem.

Duża zaletą jest smak. Z jakiegoś powodu jest lekko słonawy, ale przyjemny i niezbyt gęsty. Jeśli dla kogoś priorytetem jest smak i nie zależy mu na wersji wegańskiej, to będzie to znakomity wybór. Ten soylent można spokojnie brać też w deserowych smakach, próbowałem kilku i wszystkie były bardzo dobre. Pod tym względem wybija się on na tle innych. Nie mogę tylko ocenić wersji wegańskiej, bo tej nie dostałem na testy. Niestety jest słodzony sukralozą.

Podobne jak reszta soylentów yFood dostarcza komplet składników odżywczych, ale wersja podstawowa ma bardzo dużo wapnia, bo ponad 700 mg. Z wapniem też można przeholować, więc nie polecałbym tego soylent częściej niż raz dziennie. Jednocześnie jest to jeden z niewielu soylentów, które dostarczają więcej wapnia niż fosforu.

Za wersję mleczną zapłacimy typowe 8,5 zł za porcje, ale wersja wegańska jest dość droga, bo kosztuje około 10,5 zł. Dlatego uważam, że pod względem ekonomicznym opcja wege jest dość słaba, ale wersja podstawowa jest warta rozważenia. Ofertę znajdziecie tutaj. yFood też proponuje subskrypcję i jest ona tańsza aż o 15%.

Yoush

Yoush to też polska firma, a producent chwali się lokalnym pochodzeniem produktów. Ich soylent występuje w dwóch wersjach: podstawowej i wysokobiałkowej (Pro). Wersja Pro ma mniej węgli (43 vs 34 g) na rzecz białka (22 vs 31 g). Białko pochodzi z grochu i słonecznika. Natomiast źródłem węgli są płatki owsiane i tapioka. Natomiast dosłodzony jest stewią i cukrem trzcinowym lub kokosowym w zależności od wersji. Nie mamy więc ani ksylitolu, ani sukralozy, co jest na plus.

Ten soylent jest dość bogaty w błonnik, który oscyluje wokół 10 g i mam wrażenie, że przekłada się to na większą gęstość tego szejka. Może to też być zasługa tapioki. Czy to dobrze? Jednych będzie drażnić duża gęstość i konieczność nalania sporej ilości wody. Innym może się to spodobać oraz taka forma będzie lepiej sycić. Do testów dostałem trzy smaki – czekoladowy, orzechowy i malinowy. Dwa pierwsze były średniawe, ale malina była bardzo fajna i szczerze polecam.

Osoby z celiakią powinno zainteresować to, że do jego produkcji użyto bezglutenowych płatków owsianych, aczkolwiek ten soylent nie ma żadnego certyfikatu, ani nie jest wprost opisany jako bezglutenowy. Yoush kosztuje podobnie jak inne soylenty, około 8—9 zł za porcję. Przy tym, jeśli szukacie opcji bezglutenowej, to będzie to prawdopodobnie najtańsza opcja. A zamówicie go na tej stronie.

OK, to co wybrać?

Włożyłem sporo pracy w analizę tego tematu i doszedłem do dość nieatrakcyjnego wniosku – soylenty są bardzo podobne do siebie. Repeata Active, Huel Black, Yoush Pro i Supersonic są niemal swoimi klonami. Niewiele dzieli też podstawowe wersje Repeat, Huela i Yoush. Różnią je takie detale jak dodatkowe nieaktywne drożdże czy inne ekstrakty. W mojej opinii – pierdoły bez znaczenia. Choć nadal mamy pewne pole do niuansowania.

Po pierwsze cena – odrzucam soylenty, które są znacznie droższe niż przeciętna, czyli takie, które kosztują ponad 10 zł za porcję. Więc odpadają nam Natural Mojo, Smoorfu i yFood w wersji Vegan. Choć to ostatnie jest tylko trochę droższe na porcję niż zakładane 10 zł.

Po drugie białko – odsiałbym te, które mają go mniej niż 30 g na porcje. Spadają nam w ten sposób podstawowe Yoush, zwykły Huel oraz klasyczny yFood. Yoush nadal warto rozważyć, jeśli interesuje nas opcja bezglutenowa. Dodatkową zaletą Yoush jest brak sukralozy i ksylitolu. Jednocześnie, jeśli szukasz najtańszej opcji, to będzie to podstawowy Huel. Ma on 29 g białka w porcji, więc jedynie minimalnie nie spełnia założenia.

Gdybym musiałby wybrać między Yoush Pro, Supersonic i Repeat, to sięgnąłbym po Supersonic ze względu na lepszy smak. Z drugiej strony zostałbym z tymi nieszczęsnymi saszetkami z tłuszczem. Niby to głupota, ale przy jedzeniu, które ma być na maksa proste i szybkie, to trochę wkurza. Myślę też, że w praktyce wiele osób o nich po prostu zapomina.

Powyższe kryteria spełnia też Huel Black. Przy tym to najdroższa opcja (około 10 zł za 100 g), ale też bardzo bogata w białko (44 g w porcji 100 g). Istotną cechą jest mała ilość węglowodanów – jeśli ktoś jest na diecie niskoweglowodanowej to duża zaleta. Ale jak chcesz mieć więcej węgli w diecie, to może to być problem, który da się łatwo rozwiązać dorzucając np. banana.

Warto też na chwilę wrócić do yFood. To jedyny soylent z białkiem serwatkowym i jest go tylko trochę mniej niż zakładane 30 g. Oczywiście jest niewegański, ale serwatka to bardzo dobre białko i w sumie szkoda, że tak rzadko wchodzi w skład soylentów.

A smak?

Last, but not least – smak. Szalenie ważny aspekt, szczególnie jeśli panujemy z soylentów korzystać często. Tego typu szejki często są średnio smaczne, o czym przekonałem się je testując. W wegańskich soylentach często smaki deserowe (typu karmel, czekolada, orzech itp.) były dla mnie kiepskie. Ale niektóre owocowe były bardzo spoko. Tutaj malina od Yoush lub bananowy Huel – sztosik. Natomiast z niewegańskich najlepiej oceniam yFood i wg mnie jest to najsmaczniejszy soylent, niezależnie od smaku.

Bardzo dobre w smaku są obydwa Huele. Są zdecydowanie bardziej aksamitne niż konkurencja i niezbyt gęste. Jednocześnie jest opcja tych Flavour Boosts, które fajnie się sprawdzają. Troszeczkę gorzej przedstawia się Supersonic, ale to nadal dość smaczny soylent.

To co byś doradził?

Moim zdaniem w kategorii skład (dobre makro i brak sukralozy) zwycięzcą jest Huel Black, którego jedyną wadą/nie-wadą jest mała ilość węgli. Ewentualnie można na pierwszym miejscu też umieścić waniliowy Supersonic, jeśli komuś pasuje akurat ten smak. Pod względem smaku wygrywa yFood, który dla wielu osób odpadnie ze względu na niewegańskie białko serwatkowe. Z wegańskich najlepsze wrażenie zrobił na mnie Huel w obu wersjach. Dlatego Supersonic i Huel Black wskazałbym jako najfajniejsze opcje ze wszystkich soylentów. Na podium umieściłbym też klasyczne yFood. Przy tym pragnę podkreślić, że różnice między dostępnymi opcjami na rynku są dość małe i o zwycięstwie zadecydowały niuanse. Jeśli chcesz wesprzeć polskiego producenta, to rozważ Repeat lub Yoush.

Podsumowanie

Ten projekt okazał się trudniejszy, niż myślałem, a wpisy wyszły dłuższe, niż zakładałem. Ale mam nadzieje, że rozjaśnił Wam w głowie, czego się spodziewać i czego szukać w soylentach. W mojej diecie nie zagoszczą na co dzień, ale na pewno będę je zabierał na wyjścia poza dom i podróże. To bardzo wygodna opcja. Mam komfort pracować z domu, ale gdybym musiał wychodzić do pracy, to rozważyłbym zastąpienie tak jednego posiłku w ciągu dnia.

Jeśli jeszcze nie widziałeś to zachęcam do przeczytania poprzedniego wpisu o historii soylentów.

Oświadczenie

Ten wpis NIE JEST efektem współpracy z żadną z firm produkujących soylenty. Jedynie otrzymałem nieodpłatnie produkty do testów od firm produkujących Repeat, Huel, Yoush, Supersonic, yFood i Natural Mojo. Dzięki temu mogłem wypowiedzieć się o ich smaku.

Wybrałem posty, które mogą Ci się spodobać

Czy antydepresanty powodują tycie?  

Czy metformina ułatwia odchudzanie?  

Ile mięśni możesz zbudować naturalnie?