Być może widzieliście takie nagłówki w ostatnim czasie, bo ukazała się praca z wnioskiem, że żywność wysokoprzetworzona uzależnia jak nikotyna. Pozwolę sobie na analityczny komentarz. Zacznijmy od tego, że mamy znaczny progres! 😎 Już nie winny jest sam cukier, ale żywność wysokoprzetworzona, która może (ale nie musi) zawierać cukier. I nie jest porównywana do kokainy, czyli jednego z najsilniej uzależniających narkotyków, ale umiarkowanie silnie uzależniającej nikotyny. To jest znacznie sensowniejsze postawienie sprawy niż „cukier uzależnia jak kokaina”, które proponował nam dr Rożek.

Omawiany artkuł1 to dobra praca z wieloma cennymi spostrzeżeniami, ale mimo to uważam, że momentami argumenty są naciągane pod tezę. Punktem wyjścia w pracy są kryteria, na podstawie których papierosy zostały uznane za uzależniające. I na tej zasadzie można postulować uznanie żywności wyskoprzetworzonej za uzależniające. Gdzie żywność taka jest rozumiana jako żywność przemysłowo przetworzona z dodatkiem rafinowanych węglowodanów (cukru, białej mąki) i/lub tłuszczów (masła, tłuszczów utwardzonych). To racjonalna definicja i zaliczamy w ten sposób tutaj żywność fast-food (pizzę, frytki, burgery), słodycze (w tym lody), słone snaki (paluszki, chipsy) i napoje słodzone.

Kryteria na, podstawie których uznano tytoń za uzależniający to:

  1. Kompulsywne używanie.
  2. Efekt psychoaktywny.
  3. Efekt wzmocnienia.
  4. Silne pragnienie

Kompulsywne używanie

Istnieje coś takiego jak kompulsywne objadanie się i zalicza się je do zaburzeń odżywiania. Na to też powołują się autorzy tej pracy. Jednak Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne wyraźnie odróżnia zaburzenia odżywiania od uzależnienia od narkotyków. Między tymi zjawiskami istnieją podobieństwa, ale też kluczowe różnice. Dlatego ten argument uważam za nieco naciągany.

Osobiście też uważam, że ewentualne „uzależnienie od jedzenia” może się pokrywać z zaburzeniami odżywiania. Żeby nie być gołosłownym, to kwestionariusz do oceny „uzależnienia od jedzenia” (YALE 2.0) wykazuje je u 90% osób z zaburzeniami odżywiania2. Dotyczy to również anoreksji, której nikt nie kojarzy z „uzależnieniem od jedzenia”. W tym sensie mówienie o „uzależnieniu od jedzenia” tworzy dodatkową kategorię na coś, co już jest dobrze opisane. Może być wręcz szkodliwe. Bo teraz będziemy szukać narzędzi do zapobiegania „uzależnienia od jedzenia”, kiedy już mamy w ręku te do walki z zaburzeniami odżywiania.

Efekt psychoaktywny

W tej części autorzy powołują się na dane, które wskazują, że jedzenie może powodować podobne wyrzuty dopaminy jak nikotyna. Dla formalności: są one i tak 4 – 5 raz mniejsze niż w przypadku kokainy czy amfetaminy. Byłem trochę zaskoczony, bo dane, do których docierałem wcześniej mówiły o mniejszych ilościach, ale muszę przyjąć te argument.

Niemniej jest bardzo duża różnica w tym, jak działają substancje psychoaktywne a jak działają przyjemne czynności – takie jak jedzenie. Smaczne jedzenie pobudza receptory w jamie ustnej, co na drodze nerwowej powoduje wydzielanie dopaminy w ośrodku przyjemności. Natomiast substancje psychoaktywne (alkohol, kokaina, nikotyna) dosłownie zmieniają „chemię mózgu” wpływając na wydzielanie i metabolizowanie neuroprzekaźników. To jest zupełnie inny i zdecydowanie mocniejszy efekt.

Efekt wzmocnienia

W tej części autorzy wskazują, że dostęp do produktów wyskoprzetworzonych może wzmagać ich pragnienie i powołują się na badania na ludziach w tym obszarze. To jest niezły argument, ale w mojej opinii nie jest to tak silny efekt jak w przypadku papierosów. A w pracy brakuje dowodów, że w tym aspekcie tytoń jest porównywalny do jedzenia. Ze swojego doświadczenia z pacjentami mogę też powiedzieć, że włączenie małych ilości słodyczy do diety często pozwala lepiej nad nią panować. Jednocześnie nie wydaje mi się, żeby taka strategia była skuteczna w przypadku palenia. Niemniej bardziej opieram się tu na swoich spostrzeżeniach niż twardych danych.

Silne pragnienie

W tym miejscu mam podobne zastrzeżenie co punkt wyżej. Oczywiste jest, że ludzie czasem pragną określonego typu żywności („ale bym maczka oszamał”), nawet jak są najedzeni. Jednak tutaj znowu uważam, że nie ma znaku równości między papierosami a np. słodyczami i że mimo wszystko dużo łatwiej jest ograniczyć słodycze niż rzucić palenie. Dowodem za tym, że rzucanie palenia i ograniczenia żywności wysokoprzetworzonej charakteryzuje odmienna dynamika może być to, że w czasie rzucania palenia najgorsze są pierwsze dni i tygodnie. A w przypadku żywności ludzie zaczynają wracać do złych nawyków po tygodniach lub miesiącach, kiedy opadnie im motywacja. Myślę też, że nikt nie uważa dnia bez słodyczy za jakiś koszmar nie do przetrwania, ale dla nałogowego palacza dzień bez papierosa to ogromne wyzwanie.

A więc czy uzależnienie od jedzenia istnieje?

W środowisku naukowym jest w tej kwestii debata. I to w dosłownym tego słowa sensie. American Society for Nutrition prowadzi serię polemik na tematy dietetyczne. W zeszłym roku (2021) jednym z tematów było właśnie uzależnienie od jedzenia2–4. W debacie udział wzięli Ashley Gearhardt i Johanes Hebebrand. Zgodzili się oni, że coś takiego jak „addictive-like eating” istnieje i że ma to związek z przemysłowo produkowaną żywnością. Jednak nie zgodzili się z tym, że jest to sytuacja porównywalna z uzależnieniem od takich substancji jak nikotyna. Osobiście też uważam, że „uzależnienie od jedzenia” w pewnym sensie istnieje, ale jest to oddzielna kategoria. Jednocześnie bardzo prawdopodobne, że są to po prostu zaburzenia odżywiania i że tak należy do tego podchodzić.

Kłopotliwe kwestionariusze

Osobiście mam też problem z kwestionariuszami, które wykorzystuje się do oceny uzależnienia od jedzenia (YFAS i YFAS 2.0). Są one próbą „przetłumaczenia” kwestionariuszy służących do oceny innych uzależnień na uzależnienie od jedzenia. Problem w tym, że nie odnoszą się do czegoś w rzeczywistości. Tworzą swojego rodzaju błędne koło: „uzależniania od jedzenia istnieją, bo wykazały to kwestionariusze do oceny uzależniania od jedzenia”. Brakuje jakiegoś zewnętrznego wskaźnika, który pozwali zweryfikować te kwestionariusze. 

Przemysł tytoniowy a spożywczy

Wracając do pierwszego artykułu. To, co umknęło wielu komentatorom to bardzo słuszne spostrzeżenie autorów, że przemysł spożywczy pod wieloma względami zachowuje się jak przemysł tytoniowy i czerpie z jego doświadczeń. Nawet są przypadki, kiedy firmy tytoniowe kupowały firmy produkujące żywność. Nawet jeśli nie ma znaku równości między nikotyną a przetworzoną żywnością, to oba przemysły dzielą ze sobą bardzo dużo wspólnych punktów.

Jak śmiesznie by to dzisiaj nie zabrzmiało, to najpierw mieliśmy papierosy „light”, a potem dopiero żywność o takiej nazwie. Obecnie to się na szczęście już unormowało i nie można używać nazwy light w przypadku papierosów. Natomiast określenia light na żywności są ściśle regulowane. I bardzo dobrze, bo początki tej kategorii żywności to m.in. orzeszki light, które miały więcej kalorii niż podstawowa wersja.

Obie branże mają na sumieniu wciskanie nam czegoś szkodliwego w coraz ładniejszym opakowaniu. Z jednej strony polega to na tworzeniu nowych smaków i odmian – zarówno żywności jak i papierosów.  W przypadku żywności jest to raczej oczywiste, ale osobiście mnie zaskoczyło, że do 10% masy papierosa mogą stanowić dodatki smakowe takie jak mentol czy kakao. Z drugiej papierosy i żywność wkładają bardzo dużo marketingowej pracy w tworzenie pozytywnego wizerunku i skojarzeń. Jeszcze nie tak dawno tlący się papieros był nierozłącznym atrybutem twardego mężczyzny i atrakcyjnej kobiety.

Obecnie też marketingowcy próbują skojarzyć słodycze z czymś miłym, seksownym czy relaksującym. Ze dwa lata temu była afera o reklamę czekoladek Cadbury, w której pojawili się całujący się mężczyźni. Osobiście nie widzę nic złego w pokazywaniu jednopłciowych par, ale już utrwalanie przekonania, że słodycze są dobrą formą wyrażania uczuć uważam za bardzo szkodliwe. Również wykorzystywanie wizerunków celebrytów do reklam fast-foodów jest wprost podpatrzone od branży tytoniowej. Dlatego też uważam, że marketing żywności przetworzonej powinien zostać silnie ograniczony, podobnie jak ma to miejsce z papierosami i alkoholem.

Reasumując

Żywność wysokoprzetworzona może mieć właściwości quasi-uzależniające, choć moim zdaniem nie jest to uzależnienie w klasycznym tego słowa sensie. Nie zmienia to faktu, że jest to duży problem. Jednocześnie przemysł spożywczy świadomie tworzy produkty, od których trudno się oderwać i wykorzystuje przy tym doświadczenia branży tytoniowej.

Zachęcam też do przeczytania podobnego artykułu nt. tego czy cukier uzależnia

Źródła

  1. Gearhardt AN, DiFeliceantonio AG. Highly processed foods can be considered addictive substances based on established scientific criteria. Addiction. Published online November 9, 2022:add.16065. doi:10.1111/add.16065
  2. Hebebrand J, Gearhardt AN. The concept of “food addiction” helps inform the understanding of overeating and obesity: NO. The American Journal of Clinical Nutrition. 2021;113(2):268-273. doi:10.1093/ajcn/nqaa344
  3. Gearhardt AN, Hebebrand J. The concept of “food addiction” helps inform the understanding of overeating and obesity: Debate Consensus. The American Journal of Clinical Nutrition. 2021;113(2):274-276. doi:10.1093/ajcn/nqaa345
  4. Gearhardt AN, Hebebrand J. The concept of “food addiction” helps inform the understanding of overeating and obesity: YES. The American Journal of Clinical Nutrition. 2021;113(2):263-267. doi:10.1093/ajcn/nqaa343
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Wybrałem posty, które mogą Ci się spodobać

Czy dzisiejsza żywność ma mniej wartości odżywczej?

Co jest nie tak z Nutri-score?

Soja vs środowisko