Blog

Jerzy Zięba, kosmici i cenzorzy PubMedu
Książki, Zdrowie  

Większość z moich czytelników pewnie kojarzy, jakimi uczuciami darzę Pana Jerzego Ziębę. Dla tych, którzy nie wiedzą, kim jest JZ szybkie podsumowanie. Jest on hipnoterapeutą – to taki rodzaj czarodzieja, co niby potrafi wprowadzić człowieka w trans. Kiedy patrzę na to, jak wpłynął na tysiące Polaków, to akurat wierzę mu, że zna się na tej robocie. Nie ma on żadnego wykształcenia medycznego, a w każdym razie nigdzie się tym nie chwali. Chwali się natomiast tym, że przetłumaczył książkę „Cholesterol – naukowe kłamstwo”, która już w tytule zawiera nieprawdziwą tezę. Nie jest jednak tak, że z medycyną JZ nie ma nic wspólnego. Z jednego z filmów wynika, że studiował kierunek lekarski w Australii, skąd prawdopodobnie go wyrzucili. Co najważniejsze, jest on autorem książki „Ukryte Terapie”, która pełna jest pseudomedycznych, potencjalnie bardzo szkodliwych i nieprzebadanych metod leczenia, które oparte są o wysokie dawki suplementów. Jakby tego było mało, JZ został wypromowany przez kanał na YouTube Niezależna.TV. Kanał ten nie tylko promuje Jerzego Ziębę, ale też treści antyszczepionkowe oraz porusza ważne kwestie wizyt… kosmitów na ziemi. Polecam sprawdzić TUTAJ, nawet prowadzącym program (Janusz Zagórski) jest ten sam człowiek, który rozmawia z JZ.

Wracając do JZ, książkę „Ukryte Terapie” można oczywiście przeanalizować od góry do dołu i wypunktować nieprawdy. Nie widzę takiej potrzeby, bo ktoś już to zrobił. Mogę za to udowodnić, że JZ myli się na bardzo podstawowych poziomach, kiedy chodzi o samo rozumienie świata nauki.
W książce możemy przeczytać zdanie:

„Kiedy brałem udział w konferencji organizowanej przez Cancer Control Society w Los Angeles, obecni tam lekarze, szczególnie onkolodzy, całkiem otwarcie mówili, że najlepsze prace jakie czytali, to takie, które cenzorzy PubMed odrzucili.”

Pogrubienie moje. CENZORZY PUBMED… To wyrażenie dzwoni mi w uszach przez kilka chwil za każdy razem, jak je przeczytam. Dlaczego? Bo nie ma czegoś takiego jak cenzorzy PubMed, a używanie takiego stwierdzenia świadczy albo o braku znajomości funkcjonowania PM, albo o próbie wywołania określonego wrażenia w czytelniku – naukowcy to cenzorująco-spiskujące gnomy!

Skupmy się na tym, czym jest PM. Jest to baza abstraktów artykułów naukowych z dziedzin biomedycznych, prowadzona przez US National Library of Medicine. PM zwykle linkuje do pełnej treści, ale w większości przypadków na nim znajdziesz tylko maksymalnie skróconą wersję artykułu, czyli właśnie abstrakt. Nie wszystkie artykuły naukowe na świecie znajdują się w PM, jest tam tylko ich pewna część. Najważniejsze jednak, że PM nie odrzuca pojedynczych artykułów, bo byłoby to zwyczajnie niemożliwe. Raz w tygodniu baza jest aktualizowana i trafia do niej około 8000 artykułów. Nikt nie byłby w stanie tego przeczytać, a przecież nie może tego przeczytać byle kto. Musi to zrobić osoba, która jest specjalistą w danej dziedzinie. Fizycznie niemożliwym jest, żeby którykolwiek z pracowników PM cenzurował to, co ma się tam znaleźć. Decydujące o tym, czy praca pokaże się na PM jest miejsce, w którym została opublikowana. Co do zasady: prace z renomowanych czasopism ukazują się w PM, te z bardzo kiepskich nie. Taki system nie jest idealny, ale gwarantuje przyzwoitą jakość artykułów. Piszę przyzwoitą, bo na PB ukazują się i naukowe arcydzieła, i kompletne gnioty. Warto też zauważyć, że prace na PB nie są zgodne z jedną myślą. Często jedno wyszukiwanie dostarcza prac przedstawiających kompletnie różne punkty widzenia. Czasem jest to wynik bzdur plecionych przez niezbyt rozgarniętych naukowców, a czasem normalnych w nauce różnic poglądów.

Wydaje mi się, że JZ ma jakiś problem z PM i traktuje go jak jedyne źródło badań naukowych, a tak absolutnie nie jest. PM jest popularny wśród laików, bo jest darmowy i łatwo dostępny. Jednak profesjonaliści nie korzystają z niego aż tak chętnie i jest kilka ku temu powodów. PM jest momentami bardzo archaiczny i trudny w obsłudze. Czasem proste logowanie sprawia problem, a dodanie zwyczajnego alertu (powiadomienia), jest wyjątkowo nieintuicyjne. Dodatkowo większość uczelni zapewnia swoim pracownikom i studentom komercyjne silniki wyszukiwania (np. EBSCO). Te zawsze przeszukują zasoby PM, ale też inne miejsca oraz zapewniają dodatkowe funkcjonalności (np. natychmiastowe pobranie płatnej wersji artykułu). Nawet dostępny dla każdego Google Scholar może służyć do wyszukiwania artykułów spoza PM. Krótko mówiąc, świat nauki ani nie kończy się, ani nie zaczyna na PubMedzie, a to że artykuł się tam nie pojawia, nie jest żadną naukową banicją. W rzeczywistości nawet najgłupszy artykuł naukowy, wcześniej czy później, przy odrobinie uporu uda się opublikować. Raczej nie w poczytnym, często cytowanym czasopiśmie, ale gdzieś zostanie przyjęty do druku. W związku z tym jest duża szansa że trafi na PM, a już na pewno będzie do znalezienie przez inne wyszukiwarki.

Dlatego uważam, że nie można ufać człowiekowi, który nie rozumie (lub udaje, że nie rozumie) najbanalniejszych elementów funkcjonowania świata nauki.
Zauważcie też ile tekstu musiałem napisać, żeby wykazać, że jedno wyrażenie (dwa słowa!) są bzdurą. Wyobraźcie sobie ile tekstu i pracy kosztowałby krytyczne przeanalizowanie „Ukrytych terapii”.

Swoją drogą wiecie, czym jest Cancer Control Society, o którym piszę JZ? Jest to organizacja promująca alternatywne metody leczenia nowotworów, głównie pod hasłem raka można wyleczyć naturą. Posiadają prześliczną stronę internetową, polecam zajrzeć [KLIK].

Polecam przeczytać też wpis na blogu To tylko teoria o wątpliwościach wokół wykształcenia i finansów JZ

blog comments powered by Disqus