Blog

Pestycydy – z wizytą w sanepidzie
Zdrowie  

W poniedziałek miałem okazję odwiedzić Wojewódzką Stancję Sanitarno-Epidemiologiczną i wysłuchać tam wykładu na temat środków ochrony roślin oraz przyjrzeć się pracy laborantów, przeprowadzających badania nad pozostałościami pestycydów. Była to forma warsztatów na które zostali zaproszeni dziennikarze i blogerzy – udało mi się nawet skleić piątkę z Dawidem Myśliwcem z Uwaga, naukowy bełkot!

Pierwszą częścią spotkania był bardzo ciekawy wykład na temat roli i bezpieczeństwa Środków Ochrony Roślin przeprowadzony przez Panią Dr Bożenę Morzycką, która jest kierownikiem Pracowni Badania Pozostałości Pestycydów w Wojewódzkiej Stacji Sanitaro-Epidemiologicznej w Warszawie (WSSE) oraz ekspertem krajowym EFSA. W kolejnej części spotkania zwiedzaliśmy laboratoria analityczne WSSE, gdzie mogłem obserwować proces przygotowania próbek żywości oraz aparaturę do jej analizy pod kątem pozostałości pestycydów.
No właśnie – Pestycydy czy Środki Ochrony Roślin (ŚOR)? Oba określenia są niemal zamienne, choć słowo pestycydy ma nieco szersze znaczenie. Może on oznaczać np. środek dodany do farby, który ma sprawić, że nie urośnie pleśń, kiedy ściana złapie trochę wilgoci. Albo substancję wysypaną na nasyp kolejowy w celu zapobiegania rozwojowi chwastów. Biorąc pod uwagę, że zazwyczaj są to te same substancje to często używa się ich wymiennie.

Natomiast pozostałością ŚOR (lub pozostałością pestycydu) określamy substancję aktywną ŚOR oraz produkty ich rozpadu i metabolity, które pozostają w produkcie spożywczym. Dla każdej pozostałości są określone normy, nazywane Najwyższą Dopuszczalną Pozostałością (NDP). Każda substancja ma inną NDP, ponieważ charakteryzuje się inną szkodliwością – niektóre ŚOR są stosunkowo niegroźne, pojedyncze są bardzo toksyczne.

Jak określa się NDP? W praktyce oznacza to żmudną pracę toksykologów, która może trwać wiele lat, lecz w teorii jest to dość proste. W pierwszym kroku potrzebujemy danych z badaniach na zwierzętach i w ten sposób ustalmy przy jakiej dawce (liczonejna kilogram, podawanej przez całe życie) nie obserwuje się żadnych negatywnych skutków spożycia substancji. To tak zwany NOAEL (z ang. no observable adverse effect level). Następnie dzielimy tą ilość przez 100 lub 1000, co zależy od charakteru substancji i tego jak dobrze jest poznana. Dzięki temu możemy określić ADI (ang. acceptable daily intake), którą uznaje się za nieszkodliwą do konsumpcji przez całe życie. I jak widać ma on ogromny margines bezpieczeństwa w stosunku do dawek potencjalnie toksycznych. Ostatnim krokiem jest ustalenie NDP na podstawie ADI. W tym celu należy ustalić w jakim okolicznościach (nie tylko drogą pokarmową) ludzie mogą spotkać się z daną substancją i jakie jest narażenie z poszczególnych źródeł. Na tej podstawie (zwykle znowu z dużym zapasem) ustala się NDP. Wynika to z podstawowego prawa toksykologii:

Dawka tworzy truciznę

Nic nam nie zagraża jeśli będziemy spożywać nawet najgroźniejsze ŚOR w bardzo małych dawkach, a wypicie w krótkim czasie 8 litrów wody grozi niebezpiecznym zatruciem wodnym.

Poniżej zebrałem najciekawsze informacje, jakich dowiedziałem się podczas całych warsztatów:

W Polsce roślinom zagraża około 2 000 różnych organizmów (grzybów, bakterii, owadów itd.), na całym świecie jest ich około 65 000. Dlatego gdyby nie ŚOR straty w plonach mogłyby sięgać nawet 80% upraw, co jest trudnym do zaakceptowania marnotrawstwem. Dla rosnącej populacji naszej planety byłby to ogromny problem, bo nie sposób byłby wszystkich wyżywić.

Nowoczesne ŚOR charakteryzuje kilka cech: używa się ich w małych dawkach (nawet 1 g/ha), działają wybiórczo (na ten organizm, na który chcemy), są biodegradowalne (nie zalegają długo w środowisku), często są syntetycznymi analogami substancji naturalnych (identyczne z naturalnymi).

Gdybyśmy nie używali ŚOR, to narażalibyśmy ludzi na liczne toksyny. W średniowieczu częste były zatrucia sporyszem. Zawiera on silnie trujący alkaloid, wywołujący tzw. „ogień świętego Antoniego” przypominający atak schizofrenii. Natomiast grzyby i pleśnie wytwarzają toksyczne, rakotwórcze substancje (patulina i mikotoksyny). Zjedzenie chleba spleśniałego lub ze sporyszem jest daleko bardziej niebezpieczne, niż zjedzenie niewielkiej dawki ŚOR.

Toksyczność substancji (w tym ŚOR) dzielimy na cztery klasy: bardzo toksyczne (LD50 <25 mg/kg), toksyczne (LD50 25-200 mg/kg), szkodliwe (LD50 200-2000 mg/kg) i pozostałe (LD50 >2000 mg/kg). W śród 1754 zarejestrowanych w Polsce preparatów (około 200 substancji aktywnych) bardzo toksyczny jest 1 herbicyd (dikwat), toksyczne 3 związki, a do szkodliwych zaliczamy 135. Jak widać, bardzo toksycznych substancji jest mało i przeważają te substancje, które są niebezpieczne dopiero w relatywnie dużych dawkach.

Nowoczesne metody analityczne pozwalają wykryć pozostałości na poziomie 0,001 mg/kg, to znacznie mniej niż NDP jakiegokolwiek ŚOR, a pomiaru można dokonać nawet po 100 dniach od pobrania próbki.

W Europie funkcjonuje system RASFF, którego jednym z zadań jest ostrzeganie o wykryciu niedozwolonych ŚOR lub jego niebezpiecznym stężeniu. Obejmuje on też Polskę. Dzięki temu nie ma możliwości, żeby nieuczciwy przedsiębiorca sprzedał swój produkt, zamiast wycofać go z rynku, jeśli zostanie przyłapany na niewłaściwym użyciu ŚOR (tj. przekroczeniu dopuszczalnej ilości lub użyciu środka niedozwolonego).

Według raportu przygotowywanego przez EFSA z 2013 roku (raporty są publikowane z opóźnieniem ze względu na ogrom danych – 80 900 próbek!) 97,4% próbek produktów spożywczych miało ilość pozostałości ŚOR poniżej NDP, w tym w ponad połowie nie udało się wykryć żadnych pozostałości. Fanów ekologicznego rolnictwa ucieszy, że w ich przypadku było jeszcze lepiej. Łyżką dziegciu jest, że w wielu produktach ekologicznych wykrywa się ŚOR, które nie są dozwolone w takim rolnictwie. Natomiast zwolenników egzotycznych owoców i warzyw importowanych spoza UE może zasmucić, że w nich najczęściej oznacza się przekroczone NDP. Pod tym względem najgorzej wypadają winogrona z Peru, pomarańcze i truskawki z Egiptu, pomelo z Chin oraz papryka i bakłażan z Dominikany. Z rozmów z Panią Dr Bożeną wynikało też, że chińska zielona herbata często jest zanieczyszczona, ale tego problemu nie ma z japońską.

Interesujące jest, że ludzie zjadają mnóstwo naturalnie występujących pestycydów, które wytwarzają same roślinny, żeby się chronić przed szkodnikami. Na przykład w 10 g bakłażana (bałtarzana #pdk) znajduje się 1 mcg nikotyny. Swoją drogą, dym z palonych liści tytoniu służył kiedyś jako sposób ochrony upraw przed insektami. Innym przykładem pestycydu wytwarzanego przez rośliny może być kapsaicyna, odpowiedzialna za ostry smak papryczek. Szacuje się, że ludzie jedzą 10 000 razy więcej takich naturalnych pestycydów niż ŚOR.

Zarejestrowanie ŚOR wymaga sporządzenia ogromnej dokumentacji, zwykle liczącej kilka tysięcy stron i ogromnych nakładów finansowych (dochodzących do milionów) na odpowiednie badania. W konsekwencji zarejestrowanie ŚOR jest wręcz trudniejsze niż rejestracja leku. Wynika to z tego, że w przypadku ŚOR musimy wziąć pod uwagę nie tylko bezpieczeństwo ludzi, ale i całego środowiska. Ciekawostką jest, że etanol jest zbyt niebezpieczny dla środowiska, żeby można było go używać jako ŚOR. Nierzadko też ŚOR jest identyczny lub podobny do leku – fungicyd jest tak samo grzybobójczy, kiedy spryskamy nim rośliny, jak wtedy, kiedy leczymy nim grzybicę stopy – pamiętaj o klapkach na basenie!

Słowem zakończenia. ŚOR są z natury rzeczy niebezpieczne, ale jeśli chcemy mieć dobrą, nieskażoną mikotoksynami i dostępną dla wszystkich żywność, to musimy z nich mądrze korzystać. W ten sposób użyte ŚOR są niewielkim „złem koniecznym”. Dlatego tak ważną rolę pełnią osoby, które kontrolują producentów żywności pod kątem użycia ŚOR w sposób bezpieczny. Moja wizyta w Pracowni Badania Pozostałości Pestycydów w Wojewódzkiej Stacji Sanitaro-Epidemiologicznej w Warszawie upewniła mnie, że Polska oraz Europa posiada odpowiednie instytucje, ekspertów, narzędzia i procedury do takiej kontroli.

Zajrzyjcie też do moich dwóch poprzednich tekstów o pestycydach:
Te straszne pestycydy! i Co jest nie tak z „brudną listą” warzyw i owoców?img_4238

blog comments powered by Disqus